Tytuł: "Fałszywy krok"
Wydawnictwo: Mira
Liczba stron: 320
Ocena: 3/6
Alex Kava także zagościła i w mojej biblioteczce (tylko tak chwilowo, bo z biblioteki), więc pora nadeszła na opinię tej pozycji.
"Fałszywy krok" to historia Jareda Barnetta, Melanie Starks (jego siostra) i Charliego (jej syn). Na początku powieści Barnett opuszcza więzienie (skazany został za morderstwo i gwałt) niesłusznie, ale jego obrońca przekonał sędziów do tego stopnia, że pozwolili mu wyjść na wolność. Oczywiście, od razu zaczyna załatwiać swoje porachunki: zabija świadka, który zmienił zeznania na jego korzyść, i udaje się do swojej siostry. Po co? A po to, żeby namówić ją na napad na bank, co długo nie trwa, bo jego siostra wchodzi w ten układ. Doświadczenie ma niemałe, wraz swoim synem obrabowała już wiele sklepów, a bank będzie pestką. Niestety, nie wszystko idzie tak, jak powinno. Barnett zamiast wynieść wór pieniędzy, zabija cztery osoby, i zmuszony jest uciekać. Po drodze spotyka ich wiele przygód: wypadek, wędrówka przez kukurydzę, kilkukrotne zmiany samochodów, kolejna garstka trupów...
Jak to w kryminałach bywa, mamy policjantów/detektywów, którzy śledzą morderców, po kolei odkrywając tajemnice sprawy. W tym wypadku śledztwo prowadzą Tommy Pakula i Grace Wennighoff i początkowo mają niemałe problemy ze znalezieniem sprawcy, ale niesamowite szczęście do dowodów i spryt powodują, że czytelnik dowiaduje się coraz więcej na temat sprawców.
Mam trochę mieszane odczucia o tej książce. Z jednej strony bardzo dobrze mi się czytało tę powieść, może nie była jakąś specjalnie przejmującą czy trzymającą w napięciu, była, po prostu. Z drugiej strony nie sądzę, żeby wniosła coś nowego do mojego życia. Kolejny kryminał z setką trupów naraz, dwójką śledczych, którzy mają nadzwyczajne szczęście i wszystko im się udaje, to nic nowego w tego typu książkach. Z pewnością długo o niej nie będę pamiętał. Nie wiem dlaczego, ale wszystkie przeczytane kryminały porównuję do książek Chmielewskiej (nie mówię, że Nesbo pisze złe kryminały, bo też je uwielbiam), które przeczytałem jako pierwsze z tego gatunku. Chmielewska ma specyficzne poczucie humoru i potrafi zaskoczyć, czego w tej książce mi brakowało.
I bohaterowie, którzy potrafią doprowadzić człowieka do szału. Jak można być tak głupim jak Melanie? Jared wydziera się na nią, przeklina, traktuje ją jak szmacianą lalkę, a ona zamiast uporać się z nim na zawsze, znosi całe te krzyki? Ja się pytam dlaczego? Druga rzecz, jakiej nie rozumiem, to fakt, dlaczego Melanie pozwalała kraść Charliemu. Że można mieć trudną sytuację materialną - to rozumiem - ale tego, że Melanie nauczyła Charliego, jak kraść, to już nie bardzo. I trzeci fakt, temu chyba nikt się nie dziwi, jak można być takim człowiekiem jak Jared. Widocznie można, bo sama autorka przyznała się, że inspirowała się rzeczywistością.
Na zakończenie mogę powiedzieć, że nie będę Was specjalnie zachęcał do tej powieści. Nie chodzi mi o to, żeby zmieszać Kavę z błotem, zresztą przeczytajcie sami i wtedy porównamy nasze opinie. :)





