Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dan Brown. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dan Brown. Pokaż wszystkie posty

23 lutego 2014

Dan Brown "Anioły i demony"

Autor: Dan Brown
Tytuł: "Anioły i demony"
Wydawnictwo: Albatros i Sonia Draga
Liczba stron: 560
Ocena: 6/6

Tym razem książka z rodzaju tych, których okładka zasypuje czytelnika reklamą od samego zetknięcia z okładką: "Autor <<Kodu Leonarda da Vinci>>" czy "W gatunku literatury sensacyjnej Dan Brown to obecnie autor # 1 na świecie". Jedni po takim wstępie podchodzą do takich powieści sceptycznie, drudzy wręcz przeciwnie. Ja na szczęście należę do tych, którzy nic sobie z tego nie robią.

Robert Langdon - badacz iluminatów, historyk - wyrusza w podróż do szwajcarskiego badawczego ośrodka - CERN-u, gdzie dowiaduje się o szokujących wydarzeniach, jakie tam się zdarzyły. W jednym z pokoi instytutu znaleziono ciało martwego naukowca bez oka. Nic dziwnego, jednak nie bez powodu Robert został wezwany aż z USA. Na ciele zmarłego wypalono znak "Iluminati", co wskazuje na to, że bractwo Iluminatów cały czas prowadzi działalność. 

Jednak to jeszcze nie jest najgorsze. Vittoria Vetra wraz z zabitym ojcem wyprodukowała antymaterię. Przeciwieństwo materii, które w kontakcie z nią spowoduje ogromny wybuch. I właśnie to oko zostało użyte do oszukania czytnika tęczówek pomieszczenia, w którym przechowywano antymaterię. Po przedmiocie ślad zaginął, a w pokoju ochroniarzy pojawił się dziwny obraz przedstawiający puszkę z małą kulką w centrum. (Kulkę trzymano w centrum pudełka, w próżni, tak aby nie stykała się z puszką, co mogło być przyczyną wybuchu. Urządzenie musiało być podłączone do źródła elektryczności, na wypadek gdyby tak nie było, miało system bezprzewodowy, ale działający tylko dwadzieścia cztery godziny. Po tym czasie dochodziło do eksplozji). Początkowo nie wiadomo było, gdzie przedmiot się znajduje, jednak szybko okazało się, że ta kamera przedstawia Watykan.

Żeby było jeszcze ciekawiej, to nie koniec intryg, zagadek i podstępów. W Rzymie trwa konklawe, w tajemniczy sposób znikają preferiti - potencjalni kandydaci do objęcia trony papieskiego. Panika wybucha, kiedy morderca dzwoni do kamerlinga i informuje go o tym, że porwał kardynałów. Zgodnie z jego planem mają być zabijani, co godzinę w bliżej nieznanych kościołach włoskich. Każdy z nich ma mieć wypalone symbole Iluminatów (cztery pierwiastki starożytne: ziemię, wodę, ogień lub powietrze). Robert i Vittoria, którzy zdążyli już przyjechać do Watykanu i przysłuchać się rozmowie, podejmują walkę z czasem, która skończy się nie do końca szczęśliwie dla wszystkich.

Ta książka była genialna! Tak po krótce można opisać dalszy ciąg tej opinii. Brown znowu mnie zaskoczył i to bardzo. 

Autor stworzył bardzo interesującą historię. Iluminaci w roli głównej roli byli bardzo frapującymi osobami. Dla mnie jako osoby, która nie cierpi historii, czytanie tej książki było ogromną przyjemnością. Brown wplótł wątki bractwa w swoją intrygę, co było bardzo dobrym rozwiązaniem. I to nie było wcale nudne! Informacje, które cały czas gdzieś były wplatane,  bardzo pomogły mi w zrozumieniu tematu, bo trudno mówić o mnie jako o znawcy tematu. Robert z Vitorią szybko wpadali na kolejne pomysły, a akcja coraz szybciej biegła. Kolejne wydarzenia powodowały we mnie ciekawość, jak to dalej się potoczy, ilu kardynałów ujdzie z życiem i czy puszka zostanie znaleziona. 

Jak już wspomniałem, akcja biegnie bardzo szybko, a książka wciąga od pierwszych stron. Nie brakuje tu dziwnych wydarzeń, walki z zabójcą, a także wątku miłosnego. Jak się okazało, archiwa watykańskie i tereny wokół bazyliki nie są wcale takie bezpieczne, jak mi się wydawało. :) Ciągłe zwroty akcji to kolejny plus tej pozycji. Szczególnie wiele rzeczy zdziwiło mnie w końcówce, bo nie spodziewałem się po niektórych osobach aż takich charakterów. Brown potrafi zaskoczyć.

Pod recenzją "Cyfrowej twierdzy" ktoś napisał, że Brown jest schematyczny. Moim zdaniem to nie może być prawdą (a może za mało jego książek przeczytałem). Fakt, czytałem ten thriller już dosyć dawno i jakoś nie mogę sobie przypomnieć, jakie schematy powielił Brown w tej pozycji. Dlatego na pewno nie mogę uznać tej książki za zawierającą podobne wątki. Ona była inna, ale tak samo interesująca.

Bohaterowie to wielkie chodzące zagadki. Początkowo czytałem i popierałem niektóre postacie, jednak końcówka zmieniła moje nastawienie do niektórych z nich. Była taka jedna postać, nie powiem która, oczywiście, która była nienaganną. Pobożna, dobrze zorganizowana, budząca zaufanie. Piękny obrazek jak szybko się pojawił, tak szybko się ulotnił. I wcale nie żałuję, że skończył, jak skończył. Niestety, muszę też stwierdzić, że wielu bohaterów poniosło śmierć bez powodu przez fałszywe podejrzenia, które w końcu doprowadziły do uchwycenia podejrzanych. A główni bohaterowie mieli dużo szczęścia, to fakt, ale były też momenty załamania, co nie pokazuje ich w aż tak doskonałym świetle. 

Zakończenie szczęśliwe, może nie dla wszystkich, bo trochę trupów się nazbierało, jednak do happy endu doszło. Miłość rozkwitła, spokój nastał - sielanka, jednym słowem.

Nie mogę przestać chwalić tego thrillera i nie przestanę. Była to jedna z najlepszych książek (tego autora), jaką do tej pory czytałem (dopiero drugą). Już zacieram ręce, kiedy w końcu dorwę "Kod Leonarda da Vinci", bo jeśli zapowiada się tak samo dobrze, czeka mnie znowu świetna zabawa. 

29 marca 2012

Dan Brown "Cyfrowa twierdza"

Autor: Dan Brown
Tytuł: "Cyfrowa twierdza"
Wydawnictwo: Albatros&Sonia Draga
Ilość stron: 447
Ocena: 6/6

Dan Brown jest znany głównie z tego, że napisał " Kod Leonarda da Vinci", ale czytał ktoś z Was "Cyfrową twierdzę"? Przeczytałem ją i naprawdę uznanie dla autora za tak dobrą i przemyślaną książkę.
Cała akcja toczy się wokół tytułowej cyfrowej twierdzy. NSA, szpiegowska agencja amerykańska, wpada w tarpaty. Do ich głównego komputera, translatora dostaje się wirus. Grozi to utratą wszystkich danych amerykańskiego wywiadu lub opublikowaniem ich na zewnątrz, co też mogło sprawić katastrofę w szeregach amerykańskich władz. I aby uratować ten ogromny komputer Strathmore (wicedyrektor całej agencji) wzywa Susan Fletcher. Jest ona głównym kryptografem. Okazuje się, że translator, który w parę minut potrafi rozszyfrować dany szyfr, nie może sobie poradzić z tym wyzwaniem. Rozpoczyna się walka z czasem.
David, chłopak Susan, został wysłany do Hiszpani w poszukiwaniu pierścienia. Ensei Tankado został zamordowany przez pracownika wynajętego przez Strathmora, ale nie udało mu się odnaleźć pierścienia, który był tak ważny dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych.  Był on kodem do odszyfrowania całej tej cyfrowej twierdzy i dlatego Dawid musiał go odnaleźć. David jako lingwista, bardzo dobrze znający języki obce, ma z tym nie lada problemy. Wędruje od osoby do osoby, a pierścień zapadł się pod ziemię. Jak się potem okazuje wszystkie te osoby, które spotkał, zostały zabite: Pierre Cloucharde, Hans Huber i Rocio Eva Granada.
W tym samym czasie Susan stara się rozwiązać tę zagadkę. Próbuje wraz ze swoim szefem znaleźć tajemniczego Ndakotę, który podobno był partnerem Ensei'ego, w sytuacji gdyby został zabity, on mógł ujawnić klucz do tego programu szyfrującego i NSA od tego czasu nie mogłoby używać transalatora. Oczywiście, pan Brown nie spoczął na laurach i wymyślił, co się dało, aby akcja w Krypto nie była nudna. Susan została porwana przez Hale i w końcu została uratowana. Padły tu aż dwa trupy. Jeden technika, pracującego w NSA, który chciał ujawnić to, że Translator nie działa jak trzeba. Padł łupem Strathmora. Drugi - Hale Greg został też zamordowany przez Strathmora, który upozorował jego samobójstwo.
Najciekawszym elementem całej książki na pewno był pożar w Krypto i cała gra Strathmora, o której Susan i czytelnik dowiaduje się na pod koniec książki. Wszystkie kłamstwach i przekręty wyszły na jaw. Susan oczywiście wydostaje się z tych płomieni i staje do kolejnego zadania, czyli do znalezienia szyfru, od którego zależy bezpieczeństwo USA.
Książka cały czas trzyma w napięciu. Nie ma momentu, gdzie autor nie wymyślił czegoś zaskakującego, a rozdziały są krótkie, więc aby przeczytać kolejne perypetie danego bohatera, trzeba dotrwać kolejnego rozdziału o nim. Jest tu dużo przekleństw, ale to zbytnio mi nie przeszkadzało. Jest to książka typowo o komputerach ze wszystkimi programami, sposobami łamania szyfrów, sposobami działania wirusów itp. Na to akurat uwagi się nie zwraca, bo akcja biegnie strasznie szybko i nie ma czasu na zastanowienie się, co to jest za program. Autor zamieścił bardzo mało wątków erotycznych oprócz nocy Niemca z prostytuką, w czasie której zostali zabici. Coś jeszcze? To chyba wszystko. Naprawdę polecam i muszę natychmiast znaleźć "Kod Leonarda da Vinci".
----------
Chciałem do tego "przypiąć" stosik, ale nie mam aparatu, więc później to zrobię. Miałem w planach zamiast tego zrecenzować "Igrzyska śmierci", ale nie miałem weny, więc się powstrzymałem. Zresztą może i dobrze, jestem przynajmniej bardziej oryginalny. Wasze blogi odwiedzam regularnie, a na brak egzemplarzy recenzenckich nie mogę narzekać.