Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SQN. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SQN. Pokaż wszystkie posty

12 sierpnia 2013

Jakub Ćwiek "Chłopcy"

Autor: Jakub Ćwiek
Tytuł: "Chłopcy"
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 319
Ocena: 6/6
 
Dzisiaj mam Wam do przedstawienia książkę od wydawnictwa SQN, z którą miałem okazję się ostatnio zapoznać. :)
 
Historia Jakuba Ćwieka kręci się wokół tytułowych Chłopców, którzy są motocyklistami, nie tak bardzo zwykłymi, jak mogłoby się nam wydawać. Różnią się tym od zwykłych motocyklistów tym, że zajmują się unicestwianiem Grzybiarzy, czyli istot pożerających ludzi. Wygląda to mnie więcej tak: przychodzi sobie głodny Grzybiarz i zaczyna cię zjadać, a Chłopcy są po to, żeby usunąć twoje ciało i Grzybiarzy i zapobiegać rozprzestrzenianiu się infekcji (po ich zabiciu masa szczurów zaczyna sobie wychodzić z twojego ciała). Dodatkowo mają magiczne maszyny, którymi mogą bardzo szybko podróżować specjalnymi tunelami.
 
I taką właśnie sytuację serwuje nam autor na początek (tzn. Grzybiarz dobierający się do prostytutki). Tinka, kelnerka, zostaje zwerbowana przez Milczka do bezpiecznego miejsca, a reszta z bandy zajmuje się posprzątaniem całego bałaganu (czytaj: spalenie knajpy). W późniejszych rozdziałach autor pokazuje się z innej, ale także interesującej strony. Możemy w nich poczytać o: porwaniu Dzwoneczka, historii Kubusia, próbie zwerbowania przez motocyklistów jednego z przedsiębiorców (chodzi tu dokładnie o wykorzystanie szybkich motorów w transporcie towarów), wycieczkach dzieci z domu dziecka do Nibylandii (tam właśnie mieszkali Chłopcy)... I tak przez osiem rozdziałów.
 
Jakub Ćwiek to pisarz, którego okazji nie miałem jeszcze poznać, a już zaskarbił sobie moje serce. Ta książka była wręcz doskonała. Elementy fantastyczne nie przeszkadzały mi (zaczynam lubić ten gatunek, bez względu czy to literatura fantasy, czy fantastyka), a akcja powieści była wartka i dużo działo się w tej książce. Mały kryzys miałem coś koło drugiego, trzeciego rozdziału, ale szybko go zażegnałem. Na zachętę dla wielbicieli Piotrusia Pana: autor, jak wyznał w posłowiu, zainspirował się tą historią, więc znajdziecie coś dla siebie.
 
Niestety, przekleństwa z tej książki wylewają się strumieniami. Nie za bardzo rozumiem takiego zabiegu. Dla mnie to była przesada i będące na prawie każdej stronie k***a było dla mnie nie do zniesienia. Może to dlatego żeby utwierdzić czytelnika, że Chłopcy to "gang wiecznych chłopców, który robi zadymę, gdzie się da, dyma, co się da, i jest śmiesznie"? Nie wiem. W każdym razie, zabiegi Dzwoneczka były słuszne, żeby wypielić z nich te wulgaryzmy. :)
 
To chyba tyle. Wiem, że krótko, ale chyba nic więcej nie wytworzę.

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję wydawnictwu SQN:)
 

***
Jak może niektórzy zobaczyli, nie komentowałem Waszych blogów przez jakiś tydzień. Już się tłumaczę, miałem zresztą opublikować ogłoszenie o wyjeździe, ale jakoś tak wyszło, że w końcu go nie napisałem. Komputer miałem, ale albo nie było Internetu, albo było coś innego do roboty (wdrapałem się Kasprowy i to pieszo w obie strony!). Moje plany na końcówkę wakacji to czytanie, czytanie, czytanie... I nieustannie oglądam "Glee". Nie wiem, jak ja zniosę trzeci odcinek piątej serii (poryczałem się, mazgaj jeden!, już w ostatnim odcinku pierwszej serii, ale dlaczego nie wiem), bo podobno w tym odcinku mają uśmiercić Finna. Najpierw to ja muszę przebrnąć przez sezon trzeci i czwarty, a kolejne odcinki zaskakują mnie i to pozytywnie. Ja to myślałem, że wszystkie pomysły wykorzystano w pierwszej serii, ale nie ma nic bardziej mylnego. Amerykanie to jednak mistrzowie tworzenia tasiemców (a ma być jeszcze piąta i szósta seria, podobno tylko tyle, aczkolwiek w szóstej serii nie zobaczymy już Emmy, bo podobno aktorka odchodzi).
 
 
We gonna let it burn, burn, burn, burn ;)


22 lipca 2013

Mira Grant "Przegląd Końca Świata: Feed"

 

Tytuł: "Przegląd Końca Świata: Feed"
Autor: Mira Grant
Wydawnictwo: SQN
Liczba strona: 496
Ocena: 6/6

Pewnie wiele osób czytających mojego bloga i moje komentarze pod postami wie, że nie jestem fanem fantastyki, że takie książki ignoruję i czytam inne z gatunku np. romansu. Ale tym razem niespodzianka - w tej recenzji pojawi się książka z gatunku fantasy, który powoli zdobywa moje serce. Najpierw była pierwsza część "Wiedźmina", która wręcz mnie zauroczyła i nie mogę się doczekać, kiedy dotrę do mojej biblioteki i wypożyczę kolejne tomy, a teraz ta pozycja, której pewnie nie wybrałbym, ale mam szczęście współpracować z wydawnictwem SQN i zabrałem tę pozycję do recenzji. Do rzeczy, do rzeczy, zaczynam zanudzać!:)

Tym razem mamy do czynienia z zombie. Główną bohaterką "Przeglądu Końca Świata: Feed" jest Georgia Mason - blogerka, Newsie (to taki rodzaj blogera, który zbiera fakty i tylko fakty, a potem opisuje je na swoim blogu), ma brata Schauna, także blogera, Irwina (to taki człowiek, który dźga np. zombie patykiem i pokazuje nagranie swojej sceny na blogu). Do tego mamy jeszcze Buffy, która pracuje jako Fikcyjna (bloger, który tworzy poezję i opowiadania i publikuje je na swoim blogu). Bohaterowie zostali umieszczeni daleko w przyszłości na Ziemi, która niewątlpiwie zamieniła się w planetę pełną zombie i wirusa Kellis-Amberlee, dziesiątkującego ludzi na świecie, którzy przemieniają się w zombie za jego pomocą. Na każdym kroku badania krwi, noszenie nieustannie broni przy sobie i ciągły strach, że możesz zostać ugryziony przez zombie - taka czeka nas przyszłość według Miry Grant.

Georgia i Shaun zostają osobistymi dziennikarzami senatora Ryamana, który właśnie rozpoczyna kampanię wyborczą na prezydenta USA. Ich zadaniem jest monitorowanie sytuacji, przesyłanie filmów do sieci i po prostu wykonywanie swojej pracy.  Akcja zaczyna się coraz bardziej rozwijać, bohaterowie zostają zaatakowani przez zombie, mimo działającej ochrony (która jednak nie działała, tylko tak myśleli), a córka senatora zostaje brutalnie zamordowana (czytaj: zainfekowana wirusem i umiera, bo wszyscy, którzy zostali zainfekowani, jednym (dwoma w tym przypadku) słowem: przechodzą amplifikację, zostają zastrzeleni). Teraz zadaniem głównych bohaterów staje się odkrycie prawdy w związku z tym morderstwem, ale także w związku innych spraw, które nieustannie zaskakują czytelnika.

Nawet nie spodziewałem się aż tak dobrej książki. Zombie, które pojawiały się tak licznie w tej powieści,  były ciekawym urozmaiceniem wśród tych wszystkich wampirów. Mira Grant stworzyła doskonały thriller, który nie daje się zanudzić na śmierć kolejnymi bardzo dobrze dopracowanymi zamachami, celowym zainfekowaniem kogoś wirusem albo atakiem zombie. Niektóre sceny równie dobrze mogłyby się znaleźć w dobrym filmie akcji.

Autorka zasypuje czytelnika ogromną dawką humoru. Postacie, szczególnie Shaun, zdobyły moją sympatię od początku. Ja się do nich ogromnie przyzwyczaiłem i potem, jak musiałem się z nimi żegnać, trochę smutno mi było. Pisarka nie patyczkowała się ani z głównymi bohaterami, ani innymi ludźmi, nasyłając na nich to kolejne hordy zombie. Trochę trudno było mi się rozstawać z głównymi bohaterami, ale może to i lepiej. Nie było tak "cukierkowo". Najpierw się czepia, że wszyscy mają takie szczęście w książkach (czerwona lampka w Waszych głowach: Harry Hole w poprzedniej recenzji), a potem narzeka, że autorka wybija bohaterów jeden po drugim - tak możecie pomyśleć, ale ja się do nich przyzwyczałem, pokochałem ich, a potem takie zaskoczenie, niestety. Oczywiście, nie powiem, którzy to byli, bo zaraz wszyscy zaczną we mnie rzucać pomidorami i krzyczeć: "spoiler, spoiler", więc podaruję sobię. :) Może maseczka z pomidorów jest dobra na cerę? Ryzykujcie, zmieniam zdanie. :)

Co ja jeszczę mogę powiedzieć o tej książce? Chyba to wszystko, pomysły mi się skończyły. Nie wiem, czy moja opinia może Wam w czymkolwiek pomóc, bo ja to jestem początkujący "czytacz" fantasy, więc moja opinia może być trochę niawiarygodna, co nie zmienia faktu, że książka była doskonała.

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję wydawnictwu SQN:)

***
Co tam u Was słychać? Bo ja ostatnio oglądam maniakalnie "Glee" i to po angielsku! Dajecie wiarę? Po obejrzeniu kilku odcinków z lektorem na TVP 1 (jakie to jest wkurzające, kiedy nie możesz wyłączyć lektora) i postanowiłem obejrzeć całą serię pierwszą na początek. :) A tak w ogóle to czytam książkę Murakamiego i na pewno Wam ją zrecenzuję. Ten post miał ukazać się wczoraj, ale wystąpiły pewne problemy (nazywajcie to jak chcecie, ale była to wycieczka rowerowa), których nie mogłem przezwyciężyć, bo czułem się jakbym przejechał maraton (nie wiem, ile to było kilometrów, ale coś koło 15, może 20, chyba trochę przesadziłem, mniesza z tym). No i na koniec piosenka. Przesłuchajcie ją i zastanówcie się, czy słowa "please, excuse my writing" są adekwatne do mojego bloga. :) Ja chyba nie piszę aż tak złych tekstów, żeby nie było :)