Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PWN. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PWN. Pokaż wszystkie posty

19 lipca 2012

"Zdarzyło się w Marienbadzie"&"Zarządzanie stresem" + "LUBIĘ"

Autor: Krystyna Kaplan
Tytuł: "Zdarzyło się w Marienbadzie. Miłość, polityka, intryga"
Wydawnictwo: PWN
Ilość stron: 303 
Ocena: 4/6

Edward VII. Dla jednych osób to postać dobrze znana, a dla drugich wręcz przeciwnie. Ja zaliczałem się do tych drugich, ale po przeczytaniu tej książki trochę mi się rozjaśniło o tej sławnej postaci. Dla osób, które nie lubią tego typu książek, rozważania o Edwardzie na 303 stronach to całkiem nudne i dziwne wywody, ale tak trochę autorka się rozwlekła.

Król Edward znany był ze swojego życia, które odbiegało od ówczesnych reguł. Pił, palił, ciągle flirtował i rozkochiwał inne kobiety, a jego żona zostawała na pastwę losu, kiedy on zabawiał się ze swoją kochanką... Takie było właśnie jego życie i postanowił wyruszyć do Marienbadu na coroczną samotną wycieczkę ze swoim psem (wabił się Cezar), grupką służących, opuszczając żonę oraz uciążliwe kochanki. Wiadomo, co trzeba robić, gdy król przyjeżdża do takiej miejscowości jak Marienbad, więc burmistrz zmobilizował całe miasto do przygotowania tego całego spektaklu na cześć Edwarda. W tamtych czasach Europa była dosyć niebezpiecznym miejscem dla królów, którzy żyli w ciągłym niebezpieczeństwie o to, czy tę podróż przeżyją, czy spoczną w trumnie. Do tak zaszczytnego zadania, jakim była ochrona króla, został mianowany inspektor Hepner. Był on niezmiernie potrzebny, bo osobisty agent króla nie mógł przyjechać razem z nim.

I teraz autorka wprowadziła Mitzie, która prowadziła swój własny warsztat kapeluszniczy. Przyjemnie jej się żyło, ale nie może to trwać wiecznie. Zakochała się ona bowiem w Edwardzie. Jako kapeluszniczka zrobiła królowi nakrycie głowy, które sobie zażyczył, oraz wyruszyła z nim na wycieczkę prywatnym samochodem króla. Ta wycieczka mogła przysporzyć wiele radości następcy tronu angielskiego, bo o mało co, a skończyłaby się śmiercią króla.

Autorka wplotła wątek detektywistyczny i kryminalny do tej książki. Wątek detektywistyczny wiąże się z ochroną króla przed różnymi spadającymi popielniczkami czy innymi czynami, które mogły jemu zagrozić. Inspektor Hepner przy udziale Betty (pozornie pisze pamiętnik, ale jest detektywem) powoli odkrywają cały spisek przeciw królowi.

Wątek kryminalny nie do końca się udał, moim zdaniem. Specjalistą od kryminałów nie jestem, ale po tym, jak pojawił się motyw trupa-mnicha, którego wyłowiono z bagna, w środku książki, to akcja dopiero rozwinęła się pod koniec powieści, ale o tym sza! Nie powiem Wam o tym, bo i tak dużo powiedziałem, a ta scena zmierza ku zakończeniu. P. Kaplan mogła trochę odejść od prawdy historycznej i wpleść bardziej dramatyczne wątki, a tu zaskoczenie, niekoniecznie pozytywne. Trochę żałuję, że ta książka nie mogła być napisana w oryginale po polsku, jeśli pisała to Polka, bo niestety nazwisko tłumacza pojawia się, ale cóż można zrobić.

Podsumowując, książka nie stanie się bestsellerem wakacyjnym, ale może ktoś, kto interesuje się historią
Anglii, przeczyta.
Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu PWN:)

----------
Autor: Mike Clayton
Tytuł: "Zarządzanie stresem, czyli jak sobie radzić w trudnych sytuacjach"
Wydawnictwo: Edgard
Ilość stron: 205 
Ocena: 5/6

Stres jest to reakcja organizmu, która przygotowuje organizm do większej aktywności. Mamy stres pozytywny i negatywny. Tyle pamiętam z mojej książki od biologii o stresie (no, może trochę więcej, ale nie będę Was zanudzał), ale czy nie warto czasami skorzystać z pomocy specjalisty? I oto właśnie przedstawiam poradnik pt. "Zarządzanie stresem" Mike'a Claytona.

Jak każdy poradnik, książka wprowadza czytelnika w świat stresu, jego rodzajów i potencjalnych stresorów w naszym życiu. Kolejne rozdziały pomagają skutecznie zwalczać ten stres. W tym wypadku autor postarał się i omówił prawie wszystkie sfery naszego życia. Jeżeli nie możesz poradzić sobie ze swoim otoczeniem: zorganizuj się; uwierz, że jesteś w stanie kontrolować swoje życie; twórz nowe znajomości; a na pewno poradzisz sobie ze stresem w swoim otoczeniu. "Kontrola nad fizjologicznymi reakcjami na stres", "Kontrola nad otoczeniem", "Kontrola nad czasem", "Kontrola nad nastawieniem", "Kontrola nad mentalną reakcją na stres" to są tytuły wszystkich rozdziałów, w których autor radzi czytelnikowi, jak eliminować stres.

Kolejnym ważnym rozdziałem jest rozdział pt. "Zarządzanie stresem w pracy". Ta część akurat może być przydatna dla menedżerów, którzy poszukują sposobu na walkę ze stresem w miejscu pracy. Autor podał kilka rozwiązań dla takich osób, które mogą mieć z tym problemy.

Oczywiście, nie można zapomnieć o konfliktach, które powodują sytuacje stresowe. Wątpliwości, jak rozpoznać konflikt, metody walki z konfliktami, mediacja i arbitraż nie będą nikomu spędzały snu z powiek po przeczytaniu tego rozdziału.

Jeden z ostatnich rozdziałów porusza temat zmiany, która może bardzo zmienić człowieka, ale też zestresować. Autor w bardzo ciekawy sposób pokazał mechanizm powstawania zmian i sposób walki z nimi. Oczywiście, nie pominął drogi, jaką człowiek musi pokonać, aby zwalczyć tę zmianę. Najpierw mamy wyparcie (mózg odrzuca niewygodne fakty i udaje, ze nic się nie dzieje) i emocje (tu chyba wszystko jasne. Potem następuje okres oporu (stan buntu, który nie pozwala zaakceptować zmiany. W końcu przychodzi okres rozpoznania, akceptacji i zaangażowania się w sprawę. Autor podkreśla, że aby zaakceptować zmianę należy przejść wszystkie etapy, bo nawet bez jednego nie jest się w stanie zaakceptować zmiany. 
Wiem, że wielu z Was, komentując ten wpis, napisze, że nie ma zaufania do poradników, bo nie zawsze mówią prawdę, albo że poradniki są dla słabeuszy. Może wreszcie warto przekonać się do tego typu książek, co? Wydawnictwo Edgard dopełniło wszelkich starań, aby podręcznik był przejrzysty, a autor tłumaczy wszystko w zrozumiały sposób. Szata graficzna jest bardzo minimalistyczna, a podsumowania po każdym rozdziale są też bardzo przejrzyste. Nic dodać, nic ując, tylko przeczytać!

 Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Edgard:)

---------
TAG goni TAG. Pozwolę sobie powtórzyć te słowa po Nevermore, która zaprosiła mmnie do kolejnej blogowej zabawy.


1. Bannerem jest owo zdjęcie, które pojawia się u mnie i u każdej oTAGowanej osoby.
2. Napisz, kto Cię oTAGował.
3. Wypisz wszystkie drobne rzeczy, które przychodzą Ci do głowy, które lubisz, które czynią Cię szczęśliwym, te wszystkie drobnostki, dla których warto żyć. Szczególnie te najdrobniejsze i te, które wydają się zbyt banalne, by je wymienić, ale które poprawiają Ci humor.
4. OTAGuj kilka osób.
Lubię:
  • czytać książki, pisać o ksiażkach i prowadzić bloga (po napisaniu recenzji czasami mam ochotę pozbyć się mojego komputera, bo daje mi taką jazdę bez trzymanki:)). Myślę, że wielkiego zaskoczenia przy tym punkcie nie ma, bo wszyscy, którzy prowadzą bloga, tak mają. Zresztą blog zmusza mnie do regularnego czytania, a z tym kiedyś nie zawsze tak było.
  • owoce. Brzoskwinie, truskawki i wiele, wiele innych, ale arbuzów nie cierpię i nawet nie włożę ich do ust. 
  • słuchać muzyki. Wszelkiego rodzaju popu, tego zresztą prawie każdy słucha, rock, muzyka klasyczna, heavy metal, rap czy hip-hop odpadają. Wśród moich ulubionych wokalistów i zespołów znajdują się: Adel, Florence+the Machine, Rihanna, Lady Gaga, Madonna...
  • taniec. Siatkówka czy piłka nożna to nie moja bajka. Jeśli zobaczy mnie ktoś strzelającego bramkę, zobaczy czynność, która w moim słowniku praktycznie nie istnieje. Cha-cha, walce (no, może wiedeński już nie do końca, bo strasznie trudno się go tańczy, ale angielski już lepiej mi idzie)  to jest mój żywioł. :)
  • czytać książki młodzieżowe i przeznaczone dla dziewczyn. "Jeżycjada" czy książki p. Siesickiej, które męczyłem przez całe ferie i w końcu zmęczyłem wszystkie jej pozycje z biblioteki, są tego przykładem. Ostatnio wzięło mi się na książki o Ani z Zielonego Wzgórza i też konsekwentnie czytam ten cykl do końca.
  • szczęśliwe zakończenia. Nie ma to, jak popatrzeć sobie na szczęście innych, kiedy się akurat tego szczęścia nie ma w swoim życiu prywatnym. :)
  • komedie romantyczne. To też raczej należy bardziej do kobiecego świata, ale dlaczego je m. in. lubię, możecie zobaczyć w poprzednim podpunkcie.
  • ciastka, ciasteczka, czekoladę, słodycze w każdym wydaniu. Bez słodyczy ani rusz, a potem efekt pojawia się na twarzy, niestety.
  • jeśli chodzi o szkołę, najbardziej bliskie mojemu sercu są biologia i chemia.
  • jeść płatki "Cornflakes" z jogurtem brzoskwiniowym czy "Monte":), ale nigdy z zimnym mlekiem. Nie wiem, jak ludzie mogą jeść płatki z zimnym mlekiem i miodem, albo pić zimne mleko prosto z kartonika, jak to jest pokazane w wielu filmach.
  • seriale. "Brzydula", "Majka", "Prosto w serce", "Julia" czy "Prawo Agaty" to są te seriale, które uwielbiam. "M jak miłość" chyba bym do grupy moich ulubionych filmów nie zaliczył.
Nikogo nie będę nominował, bo chyba większość z Was brała już w tym udział. Jeśli ktoś nie był, niech napisze w komentarzu, to go dodam!:) I na koniec jeszcze piosenka, która łamie moją niechęć do rapu. :)








04 czerwca 2012

Maria Barbasiewicz "Dobre maniery w przedwojennej Polsce"

Autor: Maria Barbasiewicz
Tytuł: "Dobre maniery w przedwojennej Polsce"
Wydawnictwo: PWN
Ilość stron: 317
Ocena: 5/6

"Savoir-vivre czyli ogłada, dobre maniery, bon-ton, konwenans towarzyski, znajomość obowiązujących zwyczajów, form towarzyskich i reguł grzeczności obowiązujących w danej grupie." To z Wikipedii. Ale właśnie, czy my przestrzegamy zasad savoir-vivre? Standardowe "suń się" czy "spier..." zagościły w naszym języku. W dwudziestoleciu międzywojennym nie było takich słów, ale była kultura osobista. Dostałem ofertę książek od wydawnictwa PWN i tak bez większego zastanowienia wybrałem sobię tę pozycję. Muszę przyznać, ze nie był to taki zły wybór.
Na początek autorka wytłumaczyła znaczenie słowa savoir-vivre i ukazała, co wpływa na przekonania Polaków. Dużo to się nie różniło od dzisiejszych sposobów marketingowych, ale bez takiego zaangażowania telewizji. Na początku sobie pomyślałem, że opisy różnych sfer życia mieszczan, powstania wojska będą nudne, ale to z tymi zasadami tworzy nierozłączną całość, bez której ta książką nie byłaby książką, jaką było mi przyjemność przeczytać.
Jak się okazało bardzo ważnym elementem w wojsku przed II wojną światową były konwenanse i zwyczaje. Młodzi żołnierze chodzili do swoich szefów na herbatki. Pierwsze spotkanie miało trwać tylko 15 minut, a oni siedzieli jak na szpilkach i oczekiwali końca tej wizyty. Ubiorów była masa. Jeden na tę okazję, na drugą okazję trzeba było przybrać coś innego, stosowniejszego, a żołnierzowi niekiedy zdarzyło pomylić stroje na daną okazję. Ciekawym faktem jest też, że żołnierz, wioząc swoją żonę do szpitala z powodu porodu (!), musiał pomóc żebrakowi, który umierał gdzieś na poboczu. Kobieta, która nie chciała odstawać od towarzystwa też musiała się stosować do ówczesnych krojów ubrań czy wzorów upięcia włosów.
Grzeczność kupiecka nie zmieniła się zbytnio od tamtych czasów. Być uprzejmym, ale nie nachalnym; nie rozmawiać podczas kasowania produktów z koleżanką; byś stosownie  ubranym; czystym. To gości w sklepach już od bardzo dawna.
Mimo tego że Polskę czekała wojna, Polacy też brali udział w balach, rautach, herbatkach "o'clockach" i wielu innych zabawach. Oczywiście, do każdego rodzaju imprezy był potrzebny inny rodzaj stroju. Rauty odbywały się na zasadzie szwedzkiego stołu, a herbatki na stojąco. Trzeba było wówczas w jednej ręce trzymać talerzyk z ciastkiem, w drugiej filiżankę z herbatą, rozmawiać i przechodzić między ludźmi. Dla mnie to nie jest wykonalne. A wszystko to wykonane musiało być z gracją i wdziękiem.
Książka dosyć obszernie opowiada o zasadach "stołowania się". Odpowiednie ułożenie sztućców, posadzenia gości i ogarnięcie całej imprezy to były priorytety, dzięki którym uroczystość udawała się. Nie można było brać kilku porcji tego samego dania, ale trzeba było wyjść nie do końca dojedzonym. Nigdy bym nie pomyślał, aby jeść szparagi tylko widelcem. Tak było właśnie w tym okresie: jedzenie szparagów widelcami i nożami było zakazane. Twórcy poradników z tamtych czasów pisali dosyć brutalnym językiem, bo chcieli uświadomić tym, którzy tych zasad nie znali.

I, co może zdziwić niektórych, w tej epoce zachowały się zwyczaje dotyczące pojedynków. Coś nie pasowało, brało się broń i strzelało w asyście sekundantów. Mimo że to był zwyczaj potępiany, był on praktykowany. W książce zostały też umieszczone rozdziały o wychowaniu młodzieży, gafach oraz zachowaniu w kawiarniach.
Moje ocena książki jest bardzo dobra. Nie widzę w niej prawie żadnych pomyłek czy niedociągnięć. Na początku, jak już wspomniałem, trochę przeszkadzały mi te wstępy do części podręcznika, ale jakoś do nich się przekonałem. Dużo z tej książki się dowiedziałem i, pomimo że jest gruba, bardzo fajnie ją się czytało. Mogę ją polecić każdemu wielbicielowi historii ubiegłych epok, ale także ciekawskim, którzy chcą trochę poczytać.

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję wydawnictwu PWN :)

----------
Ostatnimi czasy udało mi się znaleźć dwie perełki zespołu Florence + The Machine i  chciałbym je Wam pokazać:


23 maja 2012

Stosik na upały

Dzisiaj przedstawię Wam stosik na upały. Ostatnio udało mi się nawiązać współpracę z wydawnictwem Publicat, które ostatnio przysłało mi książki. Kilka egzemplarzy z biblioteki znajdzie się w tym stosiku, ale też kilka innych pozycji od innych wydawnictw. Na razie nie skomentuję waszych notek, bo muszę trochę poczytać/pouczyć się o Unii Europejskiej. To chyba tyle. Oto ten stosik! (wymieniam od góry)

1. Cassandra Clare "Miasto kości" (przeczytałem już dawno) [recenzja] Mag, z biblioteki
2. Marta Fox "Paulina.doc" (też już przeczytałem. Nie będę jej recenzował, bo już mam inne książki, a tak czy siak większość z Was uważa ją za tandetny erotyk ) Siedmioróg, z biblioteki
3. Oliver Potzsch "Córka kata" (po wielu ciekawych recenzjach postanowiłem wypożyczyć z biblioteki, ale nie wiem, kiedy przeczytam) Esprit, z biblioteki
4. Santiago Posteguillo "Africanus. Syn konsula" (kolejna ciekawa pozycja tego wydawnictwa) od Espritu
5. Mike Clayton "Zarządzanie stresem"  (kolejny poradnik, ale bardzo ciekawy) od Edgardu
6. Artur Król  "Pewność siebie" j.w.
7. Brian Haughton  "Przewodnik po zjawiskach paranormalnych" (ciekawe rzeczy ludzie robią) od Publicatu
8. Aleksandra Godek  "Mistrzostwa Europy w piłce nożnej" (to akurat, moim zdaniem, najgorsza pozycja tego stosiku) j.w.
9. Krystyna Kaplan  "Zdarzyło się w Marienbadzie" (kolejna powieść historyczna i to polska!) od PWN-u
10. Maria Barbasiewicz  "Dobre maniery w przedwojennej Polsce" (ciekawa sprawa, jak to było...) j.w.
O jakości zdjęcia nie będę się wypowiadał, bo zostało ono zrobione telefonem komórkowym.

15 marca 2012

Sonia Faleiro "Ślicznotka. Nocne życie Indii"

Autor: Sonia Faleiro
Tytuł: "Ślicznotka. Nocne życie Indii"
Wydawnictwo: PWN
Ilość stron: 254
Ocena: 5/6

Indie można postrzegać na różne sposoby. Pierwszy z nich to ten, który kreują producenci filmowi, czyli obraz: pięknych Indii, kobiet w sari, wierzeń Hindusów i tej słynnej rzeki Ganges, Tadź Mahal... Ale z drugiej strony widzimy też bardziej ludzkie życie: bieda, problemy, bezrobocie czy prostytutki. Nie wiem, czy to jest temat tabu, ale problem jest. Tym razem dzięki Wydawnictwu PWN mogłem przenieść się do Indii. Wrażenia? Jestem prawie w pełni zadowolony. Ktoś, kto weźmie tę książkę w ręce może być lekko zniechęcony za sprawą tylnej okładki, na której został zamieszczony tekst o młodocianej prostytutce, która została nią w wieku dwunastu, może trzynastu lat. Jest to dosyć wulgarne i może naprawdę zniechęcić. Kończę już ten długi wstęp i biorę się do rzeczy.
Sonia Faleiro, jak mówi też tylna okładka, jest dziennikarką i pisarką, pomieszkującą raz po raz w Bombaju lub San Francisco. Powodem napisania tej pozycji zapewne była pięcioletnia obserwacja społeczeństwa indyjskiego. Ta książka na pewno wyjątkowa jest i niektóre momenty są naprawdę okropne. Prostytutka w krajach europejskich jest to coś okropnego, z czym nikt nie chce się kontaktować. W Indiach to jest normalne. Dziewczyny zarabiają na życie całej rodziny w tym na leniwiących się braci, ojców itp.
Droga do zostania prostytutką jest bardzo łatwa. Dziewczyna w wieku kilkunastu lat zostaje sprzedana do burdelu przez swoją rodzinę za np. kablówkę przez jakiś czas czy pieniądze. Ciekawe jest to, że akurat w przypadku głównej bohaterki tej książki, Lili matka do niej wróciła i pomieszkiwała u niej. Ja na pewno bym tak nie mógł, po prostu.
Potem zostaje tancerką w barze i zarabia oczywiście multum pieniędzy od klientów. Zasad główna brzmi: "jak najszybciej okraść klienta i zwiać". Tak to wygląda w praktyce. Potem zaczyna pracować dla gangsterów. Na końcu łapie HIV. I jak to wyraził się jeden z bohaterów: "A na koniec jej krótkiej kariery, co jej z niej zostaje? Nawet jeśli ją zechcesz pokochać, nie pozwoli ci na to. Gdybyś ofiarował jej wszystko - samochód, ubrania, kablówkę - i tak nie zostanie z tobą. Nie umie, bo ona nie jest już człowiekiem. Tylko duchem, cieniem."
Wszystkie te burdele funkcjonują na zasadzie "dzasz kasę, ok, nie dasz, do więzienia". Policjanci brali tzw. "haftę", czyli okup, aby przymykali oko na te rzeczy, które się tam działy. Jeśli nie, to gwałcili dziewczyny po kolei. Zresztą o gwałt nie jest tam wcale łatwo. Synowie gwałcą swe matki, kuzynowie kuzynki...
Książka jest objętościowo dosyć długa i dla niektórych może być nużąca. Jest w tym dużo opisów, może nie przyrody, ale tych wszystkich sytuacji, z jakimi zetknęła się autorka, piszać tę książkę. W dodatku na każdym kroku są indyjskie słowa i wulgaryzmy. To akurat było znośne, ale mogło być tego mniej. Uświadomiła mi ona dużo, że teraz pisząc tę recenzję, jakaś dziewczyna może siedzieć w jakimś burdelu i zarabiać pieniądze we właśnie taki sposób, jaki został opisany w książce. Na razie takich książek mam troszkę dosyć. Muszę wziąć teraz coś innego, bo to robi się powoli nudne. Ile można czytać o takich rzeczach?
Na koniec tej całej masy informacji zacytuję Wam fragment z książki pt. "Kwiat pustyni": "Bez ciągłych rzutów testosteronu nie byłoby wojen, zabijania, złodziejstwa i gwałtów". Zgadzam się z tym. Mimo że jestem facetem, zgadzam się z tym, bo to jest prawda.

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Naukowemu PWN :)

----------
Kończę już ten elaborat, bo nikt nie będzie chciał tego czytać. Takie dzieło w masie szkolnych obowiązków dobrej sławy raczej nie zdobędzie. :) 

13 marca 2012

Stosik nr 1

Tym razem pora na stosik. Może on nie jest największy ani najgrubszy, ale jest on prawie w pełni zbudowany z egzemplarzy recenzenckich. :)

Zaczynam wymieniać od góry:
1. Agata Christie "Morderstwo w Orient Expressie" (miała to być lektura, ale najpierw ma być "Poczwarka", a tego już drugi raz nie będę czytał, po prostu wezmę streszczenie:))
2. "Miecz" Timo Parvela (do fantastyki nie czuję jakiegoś sentymentu, ale muszę i to przeczytać) od Kojro
3. "Ślicznotka" Sonia Faleiro (na razie same dobre wrażenia, niedługo recenzja) od PWN
4. "Rodzinę mniej znaną pożyczę na chwilę..." Agnieszka Gołas-Ners j.w. [recenzja]
5. "Jak szybko opanować język obcy?" Anna Szyszkowska-Butryn (pozycja ciekawa, aczkolwiek dosyć długa) od Edgard
Przepraszam za taką jakość zdjęcia, ale zostało zrobione ono telefonem komórkowym.
----------
Wiosenne porządki nie ominęły też mojego bloga. Pozmieniałem trochę, coś dodałem, przeniosłem... I powstał taki twór! :) No właśnie jeszcze jedna sprawa. Proszę bardzo Pinko, to dla ciebie. Ten wymarzony kwiatek :) Mam nadzieję, że ci się spodoba:) Na razie idzie mi opornie ze "Ślicznotką", ale już prawie mam koniec, więc recenzja powinna być jeszcze przed weekendem.




08 marca 2012

Agnieszka Gołas-Ners "Rodzinę mniej znaną pożyczę na chwilę..."

Autor: Agnieszka Gołas-Ners
Tytuł: "Rodzinę mniej znaną pożyczę na chwilę..."
Wydawnictwo: PWN
Ilość stron: 183
Ocena: 4/6

Czy bycie gwiazdą to taka łatwa sprawa? Autografy, przyjęcia, nagrody... Czy nie istnieje nic innego poza tym? Jakieś problemy? Na te wszystkie pytania możecie odpowiedzieć w książce Agnieszki
Gołas-Ners pt. ""Rodzinę mniej znaną pożyczę na chwilę...".

Autorka poruszyła tu ważny temat, czyli bycie dzieckiem znanej gwiazdy. Pozycja jest zbiorem wywiadów, które autorka przeprowadziła z dwunastoma osobami. Wszystko jest poprzedzone krótkim wstępem o samej autorce, która jest córką znanego aktora, Wiesława Gołasa. Ona też borykała się z podobnymi problemami jak reszta tych "gwiazdorskich dzieci", więc bardzo dobrze, że napisała taką książkę. Sądzę, że ten wybór był jak najbardziej słuszny, bo mógłby się wziąć za to kompletnie "zielony" dziennikarz, który mógłby całą sprawę po prostu zepsuć.

Niekiedy wydaje nam się, że chcielibyśmy być wielkimi gwiazdami i, jak się okazuje, nie jest to łatwe. Wręcz przeciwnie, strasznie trudne. Ci ludzie też walczą z problemami alkoholizmu czy licznych rozwodów rodziców. Oni żyją swoim życiem i też chcą mieć trochę prywatności, ale tego niestety nie uda się uniknąć, dzięki mediom, prasie...

Rozmówcy różnie się wypowiadają o swoich rodzicach. Jedni mówią o swoich rodzicach jako najukochańszych ludziach pod słońcem, a drudzy z kolei mówią o nich, jako bezdusznych "tyranach", którzy nie potrafią odbyć porządnej rozmowy z dzieckiem. Wbrew wszystkim opiniom tym dzieciom nie jest łatwo. Rodzic jest bardzo znany (przyznam się bez bicia, że większość tych postaci nie znałem oprócz tych trzech: Agaty Młynarskiej, Macieja Stuhra, Joanny Szczepkowskiej i kilku innych) i trzeba wyjść z jego cienia, i pokazać, co się potrafi. Nie bali się o tym mówić i nie mieli przed tym oporów. Zresztą nie mam pewności, czy te wywiady nie były wyreżyserowane, ale muszę uwierzyć autorce na słowo.

Pewnie powinien powiedzieć, który wywiad był najlepszy czy coś w tym stylu, ale nie mam takiego typu. No, z pewnością poruszający był wywiad Dominiki Dobrowolskiej. Dziewczyna po przejściach, z ojcem alkoholikiem, która ciągle pił i był na odtruciach, rodzice po rozwodzie... Ciekawy był też wywiad Małgorzaty Karkowskiej. Nie znałem tej osoby, ale jej ojciec, profesor Kazimierz Michałowski był pionierem archeologii polskiej w Egipcie. Całe te podróże i wyjazdy robią duże wrażenie. Trochę zabrakło mi tu polityków. Sama p. Agnieszka przyznała, że wiele osób odmówiło ze względu na swoją reputację czy inne względy. Wszystko jest opatrzone zdjęciami, najczęściej tych znanych ludzi, ale jest za mało, moim zdaniem, zdjęć tych wypowiadających się w wywiadach. Dzisiejsza recenzja jest strasznie krótka. Niby ta książka podobała mi się, ale z drugiej strony nie wiem, co o niej powiedzieć, więc kończę.

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Naukowemu PWN (jest to mój pierwszy egzemplarz recenzencki, z czego się jeszcze bardziej cieszę :) )

----------
Co mi zostało? Życzyć Wam, Drogie Panie, zdrowia, szczęścia, miłości (jak we francuskich filmach:) ) i oczywiście, żebyście nie musiały pracować do 67 roku życia! :) Kierują mną poglądy iście demokratyczne, ale niech tradycji stanie się zadość!:) (moja nauczycielka od angielskiego powiedziała dziś, że to święto wymyślono, aby pokazać kobietom, że dobrze się żyło w czasach PRL-u) :) Następna recenzja będzie opublikowana za kilka dni, a będzie ona dotyczyć Indii i prostytutek.