Tytuł: "Dobre maniery w przedwojennej Polsce"
Wydawnictwo: PWN
Ilość stron: 317
Wydawnictwo: PWN
Ilość stron: 317
Ocena: 5/6
Na początek autorka wytłumaczyła znaczenie słowa savoir-vivre i ukazała, co wpływa na przekonania Polaków. Dużo to się nie różniło od dzisiejszych sposobów marketingowych, ale bez takiego zaangażowania telewizji. Na początku sobie pomyślałem, że opisy różnych sfer życia mieszczan, powstania wojska będą nudne, ale to z tymi zasadami tworzy nierozłączną całość, bez której ta książką nie byłaby książką, jaką było mi przyjemność przeczytać.
Jak się okazało bardzo ważnym elementem w wojsku przed II wojną światową były konwenanse i zwyczaje. Młodzi żołnierze chodzili do swoich szefów na herbatki. Pierwsze spotkanie miało trwać tylko 15 minut, a oni siedzieli jak na szpilkach i oczekiwali końca tej wizyty. Ubiorów była masa. Jeden na tę okazję, na drugą okazję trzeba było przybrać coś innego, stosowniejszego, a żołnierzowi niekiedy zdarzyło pomylić stroje na daną okazję. Ciekawym faktem jest też, że żołnierz, wioząc swoją żonę do szpitala z powodu porodu (!), musiał pomóc żebrakowi, który umierał gdzieś na poboczu. Kobieta, która nie chciała odstawać od towarzystwa też musiała się stosować do ówczesnych krojów ubrań czy wzorów upięcia włosów.
Grzeczność kupiecka nie zmieniła się zbytnio od tamtych czasów. Być uprzejmym, ale nie nachalnym; nie rozmawiać podczas kasowania produktów z koleżanką; byś stosownie ubranym; czystym. To gości w sklepach już od bardzo dawna.
Mimo tego że Polskę czekała wojna, Polacy też brali udział w balach, rautach, herbatkach "o'clockach" i wielu innych zabawach. Oczywiście, do każdego rodzaju imprezy był potrzebny inny rodzaj stroju. Rauty odbywały się na zasadzie szwedzkiego stołu, a herbatki na stojąco. Trzeba było wówczas w jednej ręce trzymać talerzyk z ciastkiem, w drugiej filiżankę z herbatą, rozmawiać i przechodzić między ludźmi. Dla mnie to nie jest wykonalne. A wszystko to wykonane musiało być z gracją i wdziękiem.
Książka dosyć obszernie opowiada o zasadach "stołowania się". Odpowiednie ułożenie sztućców, posadzenia gości i ogarnięcie całej imprezy to były priorytety, dzięki którym uroczystość udawała się. Nie można było brać kilku porcji tego samego dania, ale trzeba było wyjść nie do końca dojedzonym. Nigdy bym nie pomyślał, aby jeść szparagi tylko widelcem. Tak było właśnie w tym okresie: jedzenie szparagów widelcami i nożami było zakazane. Twórcy poradników z tamtych czasów pisali dosyć brutalnym językiem, bo chcieli uświadomić tym, którzy tych zasad nie znali.
I, co może zdziwić niektórych, w tej epoce zachowały się zwyczaje dotyczące pojedynków. Coś nie pasowało, brało się broń i strzelało w asyście sekundantów. Mimo że to był zwyczaj potępiany, był on praktykowany. W książce zostały też umieszczone rozdziały o wychowaniu młodzieży, gafach oraz zachowaniu w kawiarniach.
I, co może zdziwić niektórych, w tej epoce zachowały się zwyczaje dotyczące pojedynków. Coś nie pasowało, brało się broń i strzelało w asyście sekundantów. Mimo że to był zwyczaj potępiany, był on praktykowany. W książce zostały też umieszczone rozdziały o wychowaniu młodzieży, gafach oraz zachowaniu w kawiarniach.
Moje ocena książki jest bardzo dobra. Nie widzę w niej prawie żadnych pomyłek czy niedociągnięć. Na początku, jak już wspomniałem, trochę przeszkadzały mi te wstępy do części podręcznika, ale jakoś do nich się przekonałem. Dużo z tej książki się dowiedziałem i, pomimo że jest gruba, bardzo fajnie ją się czytało. Mogę ją polecić każdemu wielbicielowi historii ubiegłych epok, ale także ciekawskim, którzy chcą trochę poczytać.
Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję wydawnictwu PWN :)
----------
Ostatnimi czasy udało mi się znaleźć dwie perełki zespołu Florence + The Machine i chciałbym je Wam pokazać:

