Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albatros. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albatros. Pokaż wszystkie posty

26 sierpnia 2014

Tess Gerritsen "Dawca"

Autor: Tess Gerritsen
Tytuł: Dawca
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 399
Ocena: 4/6

Kolejny thriller medyczny, jaki przeczytałem, to Dawca Gerritsen, któremu poświęcę dzisiejszą notkę. 

Abby DiMatteo to stażystka na oddziale chirurgii szpitala Bayside w Bostonie. Wraz z Vivian (koleżanką z oddziału, wziętym i uzdolnionym chirurgiem) postanawia oddać serce do przeszczepu siedemnastoletniemu chłopcu zamiast żonie milionera, która ma mieć wszczepione serce poza kolejką. Bardzo odważna decyzja powoduje, że o mało nie wylatuje z pracy, a Victor Voss (milioner, którego wszyscy się boją, a mąż tej pacjentki) postanawia zemścić się nie tylko na niej, ale też na koleżance z pracy, z którą "ukradła" narząd. Vivian traci pracę, a sama bohaterka znajduje w swoim samochodzie rozkładające się wieprzowe narządy, ma na głowie dwa pozwy, a dyrektor szpitala nie ukrywa, że najchętniej pożegnałby się z nią, jednak Generał (opiekun stażystów) zdecydowanie się temu sprzeciwia.

Jakby tego było mało, Aaron Levi (kolejny lekarz) zostaje znaleziony martwy w remontowanym pokoju szpitalnym. Pracownik budowlany znajduje go wiszącego pod sufitem. Początkowo padają przypuszczenia, że popełnił samobójstwo (ciało nie zostało posiniaczone, więc nikt nie mógł zrobić tego za niego), jednak badania krwi zmarłego odkrywają nowe fakty. Oprócz tego zostawia na swoim koncie 3 miliony dolarów, o których nie pisnął nawet słóweczkiem swojej żonie.  

Abby natomiast cały czas główkuje, co może łączyć Aarona ze śmiercią dwóch innych lekarzy, pracowników szpitala Bayside. Jeden z nich został zaczadzony wraz z całą rodziną, a drugi wpadł z mostu do rzeki. Dodatkowo cały czas pozostaje niewyjaśniony brak karty dotyczącej przeszczepu Niny Voss i tożsamości lekarza, który pobrał narząd. 

Dopiero wiadomość o tym, że Mark (narzeczony Abby) kupuje jacht za pół miliona dolarów (płaci gotówką) i zachęca Abby do wyjazdu z Bostonu (podobne plany miał Aaron), historia łączy się Abby w całość (i mi zresztą też). Rozpoczyna się niebezpieczne śledztwo, w które zostanie wplątana nasza młoda pani doktor, detektyw Katzka, Jakow (mały chłopiec narodowości ukraińskiej, któremu też autorka poświęciła kilka stron) i chyba z pół szpitala Bayside. 

Był to kolejny thriller medyczny, który przeczytałem i trochę się zawiodłem. Po nazwisku Gerritsen spodziewałem się trochę więcej, a doznałem rozczarowania. Największym błędem, jaki zrobiłem, było to, że przeczytałem przedmowę, w której autorka opisała, jaki problem poruszyła. Może gdyby nie ta przedmowa książka byłaby ciekawsza, bo przecież nie wiedziałbym do pewnego momentu, co jest grane, a tak, wszystko wiedziałem od początku.

Na rozwój wypadków nie mogłem narzekać, znalazły się zaskakujące i mrożące krew w żyłach momenty. Zaskoczyły mnie przemiany kilku bohaterów i zakończenie, które, mimo że było szczęśliwe, też nie należało do szablonowych i przewidywalnych. Autorka zaserwowała mi kilka wątków z amerykańskich filmów sensacyjnych, jednak to mi zbytnio nie przeszkadzało, bo było urozmaiceniem akcji. A tak w ogóle, to nie zazdroszczę sytuacji Abby w końcówce powieści i Marka, bo zachował się okropnie (ale chyba określenie jak świnia byłoby lepsze.

To chyba na tyle. Powieść Gerritsen nie powaliła mnie na kolana, więc daję 4.

***

Wróciłem, zdążyłem się pochorować i nie skomentować żadnego bloga od kilku dni (wczorajsze, rozpaczliwe próby zakończyłem na kilku, nie kończąc listy). Ale dzisiaj to nadrabiam i postaram się skomentować całą listę.

Wakacje mi się kończą (wpadłem w trochę, jak to określiłem, depresyjny nastrój, bo: kończą mi się wakacje, dzisiaj obejrzałem ostatni odcinek Wakacji z duchami, nie mam już żadnych optymistycznych książek Bahdaja czy Makuszyńskiego i gwiazda programu: zaczynam wątpić w stan mojej wiedzy biologicznej w związku z olimpiadą), ale bloga nie zamierzam zawieszać, bo coś czuję, że będę miał chociaż godzinę dziennie na czytanie, więc z jedną notką na tydzień jestem w stanie się wyrobić.

Właśnie czytam Pana Samochodzika i skarb Atanaryka (cały czas mam przed oczami euforię, jaka mi towarzyszyła w czasie czytania innych tomów tego cyklu, który kiedyś tak zachwalałem i nawet dwa tomy mam w domu). Sięgnąłem po ten tom, bo jeszcze go nie czytałem, a chciałem zobaczyć, czy mi się będzie jeszcze podobać. Musze przyznać, że nie wpadłem aż w taką euforię, jednak mogę uznać tę pozycję za całkiem dobrą, ale o niej może jeszcze wspomnę w notce, bo biorę udział w wyzwaniu Elenkii_, a chociaż jeden post w związku z tym wyzwaniem musi być.

Chyba muszę kończyć, bo zaczynam narzekać i tworzyć zdania wielokrotnie złożone. Za to zostawiam Was z piosenką, którą właśnie słucham:

31 lipca 2014

Nicholas Sparks "Bezpieczna przystań"

Tytuł: Bezpieczna przystań
Autor: Nicholas Sparks
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 423
Ocena: 6/6

Tym razem przyszła pora na kolejną książkę Sparksa, którą wypożyczyłem z biblioteki. Muszę przyznać, że nie zawiodłem się na tym jakże ostatnio popularnym autorze.

Bezpieczna przystań to historia Katie, która w niewiadomych okolicznościach pojawia się w Southport - małej mieścinie, gdzie wszyscy wszystko wiedzą, a ukrycie pewnych rzeczy, może przysporzyć niemałych problemów. Katie nie wygląda dobrze: wychudzona, blada; a i domek, który wynajmuje, nie należy do najlepszych i najpiękniejszych (trzeba go generalnie wyremontować). W sklepie, do którego codziennie przychodzi (samochodu tez nie ma), kupuje niewielkie ilości jedzenia, bo na nic więcej jej nie stać.

W sklepie poznaje Alexa (właściciela, ojca dwójki dzieci: Josha i Kristen), który swoją spostrzegawczością powoli domyśla się historii dziewczyny. Ich znajomość rozpoczyna się od banalnej rozmowy o książkach Dickensa. Do tego dokłada się Kristen, która niezmiernie lubi spędzać czasz z panną Katie. Znajomość zaczyna coraz bardziej się rozwijać, Katie staje się coraz mniej nieufna, aż w końcu kompletnie zmienia stosunek do Alexa i dzieci. Początkowa nieufność zmienia się w coś więcej, a jej życie powoli zaczyna się układać u boku Alexa i dzieci (pikniki nad morzem, spędzanie coraz większej ilości czasu, wycieczki do wesołego miasteczka). Jednak do czasu...

Czytanie tej historii mogę podzielić na kilka etapów. Pierwszy z nich był bardzo interesujący i pozytywnie nastawił mnie do tej książki. Poznanie się Alexa z Katie było nieuniknione, jednak obyło się bez słodyczy i cichych westchnień, jak w drugim etapie. Drugi etap już niestety zmienił moją opinię o tej książce za sprawą dzieci-swatek i słodyczy, która niemal wypływała z kart tej powieści. Kristen, wołająca: Tatusiu, może weźmiemy pannę Katie nad morze? (dzieci-swatki to jest coś strasznego) i myśli Katie: O!!! Spojrzał na mnie!!! Jednak ja całą siłą woli nie oddam jego spojrzenia!!! zniszczyły cały początek, ich niebanalne spotkanie (wprawdzie czytałem o zaczynaniu znajomości kanapkami, jednak na Dickensa nigdy nie wpadłbym), a także moją dobrą opinię (w tej chwili pomyślałem, że to będzie pierwsza książka Sparksa, którą skrytykuję). I dopiero trzeci etap bardziej dramatyczny i obfitujący w wydarzenia z amerykańskiego filmu sensacyjnego przywrócił moje nadzieje w związku z kolejną książką Sparksa.

Historia, jaką autor przedstawił jest niebywała, a tajemnic, sekretów i zwrotów akcji nie brakuje. O przeszłości Katie dowiadywałem się z retrospekcji, które autor wdzięcznie wplótł w akcję powieści. Chwilami miałem wrażenie, że o wiele chętniej czytam o wydarzeniach z przeszłości dziewczyny niż obecnie dziejące się miłosne uniesienia i przejażdżki nad morze.

Uwaga! Spoiler!
Moim zdaniem autor bardzo dobrze spisał się, jeśli chodzi o bohaterów, a szczególnie Kevina - byłego męża Katie. Nie wiem, czy korzystał z jakichś informacji na faktach, ale kreacja tego człowieka była bardzo dobrze skonstruowana. Szaleństwo na punkcie żony w połączeniu z alkoholizmem i fanatyzmem religijnym dały bardzo dobry efekt psychopaty i człowieka, który nie umie panować nad emocjami. Do tego ciągłe cytaty z Biblii w sytuacjach, które mnie najbardziej bulwersowały. Człowiek ten pozornie religijny na każdym kroku widział ludzi, którzy niby go obgadują, a żonę ciągle posądzał o zdradę z jakimś mężczyzną, który teraz z niego się śmieje (podkreślone oczywiście kilkoma cytatami z Biblii na temat zdrady) i zastanawiał się, dlaczego żona uciekła, skoro miała wszystko: piękny dom, wyjścia poza dom pod kontrolą męża, brutalny seks na każdym kroku, siniaki na całym ciele, krew w moczu, zionącego wódką męża...
Koniec!
Zakończenie, mimo masakry, jaką przewidywałem i już wyliczałem, kto weźmie udział w ręcznych, amerykańskich zabawach z bronią, zakończyło się wbrew moim przewidywaniom (trochę mnie poniosła wyobraźnia po Dla ciebie wszystko). 

Po tym całym wywodzie czas na podsumowanie. Mimo kilku wad, jakie wytknąłem Sparksowi, gorąco Was zachęcam do do przeczytania tej pozycji. Warto, bo książka od pierwszych stron intryguje, autor odkrywa kolejne tajemnice, a cała historia kończy się w interesujący sposób. Polecam!

***

To już ostatni wpis przed moim wyjazdem. Nie myślę o pisaniu innych, więc następny pojawi się za jakieś dwa tygodnie. A będzie to zbiorowy opis książek, które przeczytałem, a nie opisałem na blogu (głównie klasyka, bo teraz mam fazę na Makuszyńskiego, Bahdaja i seriale, które codziennie oglądam na TVP 1). Muszę też Wam zdradzić, że skończyłem płomienny romans z lipami (tylko przelotnie, bo suwmiarkę mogę odłożyć) i teraz zabieram się za przelanie na papier wniosków dotyczących zmienności liści tego przeszlachetnego drzewa. Zapowiada się ciekawa robota, a i książki Makuszyńskiego i Bahdaja, mimo mojego wieku, są bardzo interesujące i z chęcią po nie sięgam.  

20 stycznia 2014

Nicholas Sparks "Dla ciebie wszystko" + garść informacji

Autor: Nicholas Sparks
Tytuł: "Dla ciebie wszystko"
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 399
Ocena: 6/6 

"Dla ciebie wszystko" to kolejna książka Sparksa, którą przeczytałem. Obyło się bez niespodzianki, bo była to bardzo interesująca przygoda.

Dawson Colie i Amanda Collier są zakochani w sobie. Niestety, dzieli ich szereg różnic, które są przyczyną tego, że nie mogą być razem. Amanda to dziewczyna z bogatej rodziny, dobrze wychowana, w przyszłości ma zostać nauczycielką. Dawson z kolei pochodzi z rodziny złodziei, przestępców, zabijaków i osób, które nie mają najlepszego zdania wśród sąsiadów. Sam próbuje się wywinąć z "rodzinnego biznesu", jednak rodzina ma stałą kontrolę nad nim. Ich losy ostatecznie się rozchodzą, jednak dochodzi do spotkania po latach. 

Okazuje się, że oboje są kompletnie innymi ludźmi. Amanda to teraz kobieta w okolicach trzydziestki z mężem alkoholikiem i grupką dzieci, a także bagażem tragicznych doświadczeń. Dawson to pracownik szybu wiertniczego i samotnik (postanowił po rozejściu się z Amandą nie wiązać się z inną kobietą). Niejednokrotnie powinien umrzeć, ale zawsze pojawia się przed jego oczami tajemnicza postać, która wyciąga go z kłopotów. 

Ich spotkaniu towarzyszy pogrzeb przyjaciela, który był świadkiem kształtowania się ich miłości, pracodawcą Dawsona i jego wieloletnim przyjacielem. Ku zaskoczeniu obu bohaterów, Tuck zostawia dla nich listy. Sprawa robi się jeszcze bardziej tajemnicza po spotkaniu z notariuszem, które uprzedza ich, żeby, zgodnie z wolą Tucka, przeczytali te listy w momencie, kiedy będą wiedzieli, że to odpowiednia pora. Listy przedstawiają piękne historie, które zresztą na tyle zbliżą Dawsona i Amandę, że wylądują razem w łóżku.

Żeby nie było nudno, autor wplótł do powieści motyw zemsty z przeszłości, dlatego też przez całą powieść mamy okazję do czynienia trochę z typowym amerykańskim krajobrazem latających kowbojów z pistoletami i robiącymi "pif-paf". Tak na serio, wcale nie byłoby mi do śmiechu uciekać przed własną rodziną (!), która cały czas próbuje mnie zlikwidować przez konflikt, który niby wywołałem w przeszłości. Obok tego wątku jest jeszcze wątek przeszczepów narządów, ale więcej nie powiem, bo zaraz polecą same spoilery.

Jestem pod ogromnym wrażeniem tej książki. Autor skonstruował bardzo ciekawych bohaterów (trochę głupich, bo zamiast walczyć o miłość w młodzieńczych latach, teraz mamy przed sobą kobietę zastanawiającą się, czy może zdradzić swojego męża alkoholika; niestety, literatura rządzi się swoimi prawami i zawsze ubolewam nad niedopowiedzeniami w romansach). Autor wprowadził wątek "pif-paf" i nie mogę mieć mu tego za złe, bo książka dużo na tym zyskała. Z reguły jestem przeciwnikiem amerykańskich, monodramatycznych filmów akcji, ale w tym wypadku nie mam nic przeciwko, chociaż zakończenie pozostawiło pewien niesmak i moje niezadowolenie. Muszę Wam powiedzieć, że (zrobiłem ten błąd) coś mnie podkusiło, żeby przeczytać epilog w środku książki (czasem tak mam). I chyba wyszło mi to nawet na dobre. Siedziałem, obgryzałem paznokcie w oczekiwaniu na koniec i odpowiedź na pytanie: "Czy to się naprawdę zdarzyło?". Emocje mną targały (co za sformułowanie!) jak przy niejednym thrillerze.

Ogólnie jestem bardzo zadowolony z tego, co przeczytałem. Momentami (był taki jeden moment: na końcu) miałem ochotę udusić autora za jego pomysły, ale to małe niedopatrzenie mogę puścić w niepamięć. Oby więcej było tak dobrych książek! 

***

Co tam u Was ciekawego słychać? Ja na razie przechodzę okres odizolowania od mojej szkoły z powodu lodu zalegającego wokół mojego domu, na drogach i tak w ogóle to chyba wszędzie, co spowodowało, że dzisiaj, i jutro pewnie też, mam małe wakacje. Dlatego zresztą dzisiaj opublikowałem ten post. :)

Ostatnimi czasy odnalazłem na YouTube bardzo ciekawe filmiku z cyklu "Wobec obiektywu", które zaskarbiły moje serce. :) Tu macie próbkę jednego odcinka:

Oczywiście, nie może zabraknąć czegoś do słuchania (i to nawet dwóch piosenek):


W następnej notce opublikuję opinię o "Księdze o Niewidzialnym" Schmitta (ale kiedy skończę, tego nie wiem). I potem zabieram się za drugą część "Wiedźmina". Już się nie mogę doczekać! Miłego tygodnia, jak najmniej lodu, a najwięcej śniegu (może nie przesadzajmy). :) Do następnego razu! Papatki! :-)