Wydawnictwo: Edgard
Ilość stron: 270
Ocena: 6/6
Pytanie zawarte w tytule tej książki jest zmorą każdego gimnazjalisty i innych grupowych wiekowych. No właśnie, jak szybko opanować język, by dużo pamiętać? I właśnie na to pytanie odpowiada książka, którą teraz recenzuję.
Anna Szyszkowska-Butryn jest doświadczaną panią po anglistyce i kulturoznawstwie. Widać, że zna się na rzeczy. Książka jest ciekawa, chociaż bardziej do czytania na bieżąco niż na recenzowanie, ale taką dostałem. Słowa uznania mogę skierować też ku wydawnictwu. Szata graficzna jest perfekcyjna i wszystko jest wyraźnie opisane. Nad każdą metodą jest znaczek, który sugeruje, dla kogo będzie to najlepsza metoda i za każdym rozdziałem jest krótkie podsumowanie.
Od czego należy zacząć? Autorka podsuwa mnóstwo rozwiązań: trauma szkolna, wiek czy inne problemy są do wyeliminowania poprzez konsekwencję i upór, a metod, uwierzcie mi, jest strasznie dużo. Ciekawym pomysłem jest też test określający typu inteligencji. Zrobiłem go i wyszło mi, że mam inteligencję muzyczno-rytmiczną, ale nie jestem do końca pewien, czy tak naprawdę jest. Potem jest też drugi tekst wyboru kanału percepcyjnego świata (może to być trochę niezrozumiałe, ale chodzi, czy jesteś wzrokowcem, słuchowcem, kinestykiem, czy może dotykowcem). I potem tylko zakasać rękawy i brać się do roboty.
Wszystkie metody zostały podobno przetestowane, ale współczuję osobom, które musiały to robić, bo jest ich aż 51! Zresztą, jeśli to jest ich pasją, nie ma problemu. Jest tu wszystko: gramatyka, rozumienie ze słuchu, rozumienie tekstu pisanego, pisanie i wymowa. Niektóre metody są powszechne np. fiszki czy uczenie się słówek ze skojarzeniami. Z kolei inne naprawdę mi nieznane typu zasada uczenia się słówek poprzez metodę zwaną dekodowaniem czy czytanie tekstu przez scanning i skimming.
Dobrym pomysłem były cytaty osób, które uczyły się danym sposobem. Autorka umieściła też wypowiedzi osób, które miały swoje sposoby na uczenie się przez telewizję, słowniki w telefonach komórkowych albo czytanie książek w oryginale.
Tę pozycję mogę polecić z czystym sumieniem. Jest ona bardzo dobra dla każdego i motywuje. Dużą motywacją są historie znanych ludzi, którzy znali kilkanaście języków czy nawet kilkaset języków. Przykładem jest Emil Krebs, który w młodości znał 40 językami, a na starość już 90!
Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Edgard:)
----------
Wiosna w końcu nadeszła! Czujecie to? Od razu lepiej się zrobiło. Muszę się zabrać za przebijanie przez skandynawskie nazwy w książce pt. "Miecz". Do zobaczenia w piątek!

