31 sierpnia 2012

Eric-Emmanuel Schmitt "Kobieta w lustrze"

Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Tytuł: "Kobieta w lustrze."
Wydawnictwo: Znak liter nova
Ilość stron: 457 
Ocena: 6/6
 
Eric-Emmanuel Schmitt jest jednym z moich ulubionych pisarzy i, czytając "Kobietę w lustrze, nie zawiodłem się, bo ta powieść jest genialna. Wiem, ktoś może sobie pomyśleć, jak każda inna ksiażka recenzowana na tym blogu, no cóż, większość ksiażek oceniam na 6. :) Tym razem autor wprowadza nas w życie trzech kobiet, żyjących w różnych epokach: Anne z Brugii jest kobietą renesansu, która raczej odbiega od katolickiego myślenia swoją poezją i słowami; dwudziestowieczna Hanna von Waldberg prowadzi życie, jakby mogło się wydawać bez trosk, u boku doskonałego męża, jego dziwnej, a za razem nadopiekuńczej rodziny, ale coś stoi na przeszkodzie, żeby całkowicie się spełniła i w końcu docieramy do współczesnej Anny, gwiazdy filmu i kina, która nie stroni od kochanków, alkoholu i narkotyków, ale czy uda się jej znaleźć szczęście? No dobra, może zacznę od początku, opowiem o każdej po trochu.

Anne z Brugii poznajemy w dniu ślubu. Okazuje się być niezwykłą szczęściarą, bo wychodzi za mąż. Szczęście w nieszczęściu, że ma szanse wyjść za mąż za przystojnego i pięknego mężczyznę, który jest nielicznym reprezentantem swojej płci w Brugii, a tu, proszę taka niespodzianka, ucieka do lasu. Czyż ten scenariusz nie jest znany już z wielu filmów, w których panny młode najpierw kochają swoich niedoszłych mężów, a potem uciekają w białych sukniach, może nie do lasu, ale daleko od swojego ukochanego? Nie sądzę, żeby autor posiłkował się na tych komediach romantycznych, bo okazuje się, ze Anne zamieszkuje na kilka dni w tym lesie, a z głodu nie umiera tylko dzięki pomocny mnicha (!), a nie jakiegoś księcia z bajki na białym rumaku. Oczywiście, tutaj autor zaserwował czytelnikowi kilka zwrotów akcji, ale Anne wychodzi cało z kłótni ze swoją kuzynką Idą i zostaje skierowana przez mnicha do beginek, czyli do takiej feministycznej organizacji, w której faceta ani widu, ani słychu. Ma tam odnaleźć swoje rzekome powołanie do bycia zakonnicą czy mistyczką. Skutki tych zamiarów nie są zbyt pozytywne, bo Anne swoimi rozmyślaniami burzy teologię koscioła, wprowadzając duchownych w istną furię, za co przypłaci niemałą karę.
Następna jest Hanna. Wychodzi ona za mąż za Franza von Waldberga. Wiedzie sobie bardzo spokojne życie, otoczona swoją liczną rodziną, która próbuje ją przekonać do zajścia w ciążę. Czytając ten fragment, byłem po prostu "posikany ze śmiechu". Sposób, w jaki rodzina zachęcała Hanne do tej ciąży, rozbawiła mnie do łez, a historia o suczce i jej adoratorze długo zapadnie mi w pamięć. Dla niektórych takie fragmenty mogą być lekko nie na miejscu, ale mi to nie przeszkadzało. Uff! Hanna może sobie oddychnąć, bo zaspokoiła swoją rodziną i zaszła w tę ciążę, tylko że jest jeden szkopuł. Przy porodzie okazuje się, że była to ciąża urojona, a z macicy zamiast dziecka wypłynęła sama woda. Tym razem też pojawia się przedstawiciel tej wielkiej rodziny von Wladberg, a mianowicie ciotka Vivi, która zachęca ją do pójścia na terapię do ucznia Frueda, niejakiego Calgari. Frued był podobno Żydem, a pójście do niego mogło przysporzyć naszej bohaterce sporych kłopotów w środowisku szlacheckim. Autor nie oszczędza Hanny, bo czeka ją jeszcze rozwód, liczne przprowadzki, odkrycie swojej życiowej pasji, czyli psychoanalizy, a także wiele innych ciekawych momentów, które bardzo mocno wpłyną w przyszłości na tryb jej życia.
Trzecią i ostatnią kobietą przedstawioną w tej książce jest Anny Lee, która, jak już wcześnieniej wspominałem, jest gwiazdą kinową i filmową. Jej życie odbiega od życia wielu nastolatek. Narkotyki, alkohol dla niej są codziennością, a facetów zmienia jak rękawiczki. Jej życie nagle obraca się o 180 stopni, bo, jak to często bywa z narkomananami, Anny przedawkowała. Spital, łóżka, lekarstwa, pielęgniarze to jej nie ominie, ale co ciekawe, można by dopisać do tej listy kamery. Okazuje się, że jej powrót do formy ma być ciągle filmowany. Mloda gwiazda zbytnio się temu nie sprzeciwia, głównie dzięki Johannie, jej stylistce i menadżerce, która chce dla niej najlepiej. I tutaj pojawia się Ethan, młody pielęgniarz, który pracuje w tym szpitalu. Jak się później okazuje iskrzy pomiędzy nimi, co się kończy wyrzuceniem Ethana ze szpitala i spędzeniem przez niego pięciu miesięcy w więzieniu, ale dlaczego, to sami się dowiecie, jak przeczytacie.
Wielu z Was może sobie zadawać pytanie, dlaczego autor podjął się trudu pisania aż trzech różnych "życiorysów" trzech różnych osób. Dobre pytanie. Z tej ksiażki mogłyby powstać trzy oddzielne ksiażki, które autor mógłby wydać osobno, podobne jak "Oskara i panią Różę" czy "Dziecko Noego". W tym przypadku bardzo dobrze się stało, że ta ksiażka jest tak gruba, bo każda z tych trzech pań jest ze sobą powiązana przez postać Anne z Brugii, ale więcej nie powiem, żebyście znowu nie posądzili mnie o "spoilerowanie".
Jeśli chodzi o ksiażkę, nie mam żadnych uwag. Pierwszą cechą, która rzuca mi się w oczy i odróżnia się innych książek p. Schmitta to humor. Ta ksiażka jest inna od poprzednich, bo nie jest tak smętna, i jej głównym motywem nie są rozważania na temat śmierci, mimo że śmierć też się pojawia w tej pozycji.
Kolejnym miłym zaskoczeniem było poruszenie takich tematów jak alkohol, narkotyki czy seks. Ten autor kojarzy mi się z reguły z rozważaniami na temat śmierci, życia czy innych tematów. "Kobieta w lustrze" wydaje mi sie całkowicie inna od jej poprzedniczek.
Jeśli chodzi o akcję, tez nie mogę się do niczego przyczepić. Są momenty, w których chce się czytać o danej bohaterce i jej perypetiach, bo krótkie rozdziały są tak skonstruowane, że autor kończy go w jakimś nieoczekiwanym momencie i trzeba czekać kolejne trzy rozdziały na losy danej bohaterki, co trzyma w napięciu i nie pozwala oderwać się od tej ksiązki.
Mam nadzieję, że po przeczytaniu mojej recenzji, jeśli w ogóle przeczytacie, bo trochę się "rozrosła", osoby, które jeszcze nie czytały ksiażek tego autora, od razu pobiegną do biblioteki czy księgarnii i zaopatrzą się w egzemplarze, bo naprawdę warto. Od "Kobiety w lustrze" nie mogłem się oderwać, a reszta ksiażek tego autora, które, rzecz jasna, czytałem, bo wszystkich jeszcze nie przeczytałem, też zasługują na uznanie.
----------
U mnie jak na razie deszczowo i chyba nie zapowiada się, żeby koniec wakacji zakończył się słonecznie. Co do sprawy bloga: na razie się zastanawiam, co z tym fantem zrobić, a decyzja jest naprawdę trudna. No właśnie, chciałbym Wam wszystkim, a raczej Waszym blogom, życzyć jak najwięcej recenzji i ksiażek przeczytanych z okazji  Międzynarodowego Dnia Bloga. :)  Podobno jest taka tradycja, że nominuje się pięć blogów, które najbardziej przypadły do gustu danej osobie, ale ja tak nie zrobię. Nominuję wszystkie 48 blogów, które mnie obserwują i wszystkich, którzy zostawiają komentarze pod notkami. Większość blogów jest w tej zakładce "Zaglądam", a jeśli nie ma, to po prostu odezwał się we mnie "Pan Leń". :) Do tego zdjęcia, które znalazłem w Internecie, można by dodać: "... but I haven't enough time to blog..." :)

25 komentarzy:

  1. "Kobieta w lustrze" istotnie jest rewelacyjna. Ale ja miłością darzę całą twórczość pana Schmitt'a.

    PS. Wydaje mi się, że troszeczkę za dużo piszesz o fabule książki. To trochę odbiera radość czytania... :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. To wstyd, ale się nie zapoznałam z książkami tego autora ;) Ale to nadrobię w najbliższym czasie, bo o ile dobrze się orientuję, jedną z lektur szkolnych jest właśnie jego książka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jakoś ostatnio równo odpoczywałam od tego pana. Polubiłam go za "Dziecko Noego" oraz za "Oskara i panią Różę", "Marzycielkę z Ostendy" przyjęłam tak sobie, a przez "Przypadek Adolfa H." nie przebrnęłam. Jednak dopiero po pewnym czasie widać, jak ja się do tej "Marzycielki..." przywiązałam. Teraz mam straszną ochotę przeczytać ją po raz kolejny, by dokładnie przypomnieć sobie te opowiadania. To jest chyba magia książki. Odrzuciłam "Marzycielkę..." a ona rok później wraca do mnie, nawiedza w myślach i chcę by ją przeczytać jeszcze raz. I ja muszę to zrobić. A potem zapewne sięgnę po "Kobietę w lustrze".

    OdpowiedzUsuń
  4. O tej książce słyszałam, o autorze również. Jego "Oskar i Pani Róża" już dawno temu zostały przeze mnie przeczytane i wprost uwielbiam tę powieść. W najbliższych miesiącach chciałabym jeszcze raz odświeżyć sobie pamięć, więc i tę - zrecenzowaną - pozycję postaram się zdobyć.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mi też bardzo podobała się "Kobieta w lustrze". Bardzo wartościowa książka ;) Jeżeli mogłabym prosić, to dziel swoje recenzje na jakieś akapity, bo dość ciężko się czyta tekst ciągły ;) Oczywiście to Twój blog i Twoja decyzja w jaki sposób to robisz, ale będzie to ułatwienie dla odwiedzających bloga ;]

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie czytałam, ale bardzo chciałabym to zrobić (uwielbiam "Oskara"), dlatego podczas zapoznawania się z Twoją recenzją prawie ominęłam część opisującą fabułę. Coś za dużo tam zdradzasz, a to zmniejsza przyjemność czytania :/
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Brzmi ciekawie i pewnie kiedyś sięgnę po tę książkę, chociaż już dwa razy odrobinę zawiodłam się na tym autorze.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie czytałam jeszcze tej pozycji, ale sądzę, że na pewno będzie warta uwagi ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam Schmitta, więc na pewno sięgnę po "Kobietę w lustrze"
    Jędrzeju, życzę tobie Szczęśliwego Nowego Roku Szkolnego! (wiem, że chodzisz do gimnazjum, ale nie wiem, w której jesteś klasie, ale jeśli zdałeś do trzeciej, to również życzę udanego testu gimnazjalnego :P) [nie wiem, czy jeszcze "zobaczymy się" w komentarzach, więc piszę tutaj :P]

    OdpowiedzUsuń
  10. Planuję przeczytać inną książkę tego autora. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie czytałam tej książki, ale do Schmitta przekonywać mnie nie trzeba. To jeden z moich ulubionych autorów. Jego twórczość zajmuje szczególne miejsce w moim sercu i to się już raczej nie zmieni. "Kobietę w lustrze" przeczytam na pewno. To tylko kwestia czasu. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dla mnie Schmitt to bardzo charakterystyczny autor, nie mogę jednoznacznie ocenić jego twórczości. Oskar i Pani Róża + Małe zbrodnie małżeńskie to moim zdaniem rewelacyjne książki, ale już np. Kiki van Beethoven nie przypadła mi do gustu... W każdym razie Kobietę w lustrze z pewnością przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam do tego autora mieszane uczucia. Czytałam książki jego autorstwa które mnie zachwyciły ale, były tez takie które nie zrobiły na mnie dobrego wrażenia. Ta książka zapowiada się ciekawie, jeżeli będę miała okazję to z chęcią przeczytam tą książkę. Pozdrawiam i zapraszam do mnie na http://kulturalna-rzeczywistosc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Zawsze możesz pisać rzadziej. Przecież nie musisz siedzieć tu codziennie. :)

    A Schmitt jest dla mnie nierówny.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ejj no nie usuwaj! :c Ja zaczęłam nową szkołę, mam już teraz dwa blogi i daję jakoś radę. :) Ty też dasz radę. :))

    OdpowiedzUsuń
  16. Rzeczywiście "Kobieta w lustrze" jest dobrą książką. Sama bardzo chętnie ją wchłonęłam.
    Nie zaglądałąm tu przez jakiś czas i zastanawiam się czy naprawdę rzuciłeś blogowanie?

    OdpowiedzUsuń
  17. Lubię Schmitta i nieraz sięgam po jego twórczość. "Kobiety w lustrze" jeszcze nie czytałam, ale na pewno zapoznam się z nią za jakiś czas, bo na razie muszę zabrać się za "Odette i inne historie miłosne", które leżą na mojej półce.

    OdpowiedzUsuń
  18. W twórczość Schmitta, powiem szczerze, nie przyszło mi się jeszcze zagłębić. Czytałam jedynie "Oskar i pani Róża" i przyznaję, że mnie poruszyła. Może warto jednak sięgnąć po jeszcze "coś". Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ostatnio bardzo dużo książek tego autora na blogach. Ja sama czytałam tylko książkę "Oskar i pani Róża", ale czytając te wszystkie pozytywne recenzję chcę więcej. :)

    Zapraszam do blogowej zabawy, do której wytypowałam również Ciebie:
    http://swiat-ksiazki-drrim.blogspot.com/2012/11/liebster-blog.html

    OdpowiedzUsuń
  20. Zapraszam do zabawy :) http://dreams-like-butterflies.blogspot.com/2012/11/37-liebster-blog.html

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie słyszałam nic a nic o tej książce, ale wydaje się naprawdę interesująca. Tym bardziej po takiej recenzji. Z pewnością się skuszę. :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  23. Książkę przeczytałam w niecałe 3 dni. Pochłania bez reszty. Pierwszy raz trafiłam na tego autora, więc nie jestem w stanie porównywać z innymi pozycjami. Ale na pewno mnie zachęcił do dalszej lektury swoich dzieł.
    Co do samej 'Kobiety w Lustrze' - absolutnie fantastyczna ( sensie 'świetna') książka. Równoległe opowiadanie 3 historii sprawia, że mamy przekrój niespełnienia kobiet, niemożności samorealizacji w całej historii. Każda z kobiet doznaje tego samego: niezrozumienia przez otoczenie, które myśli stereotypami swojego czasu; indywidualizm, który trudno zrealizować i rozwijać. Anne z Brugii, która żyje na przełomie średniowiecza i renesansu jest tu najsilniejszą postacią. Jest mistyczką, która wie czego chce, choć nie może tego zrealizować. Staje się niejako przewodnikiem duchowym i inspiracja późniejszych postaci. O tym oczywiście dowiadujemy się pod koniec książki, gdyż historia trzech kobiet opowiadana jest równolegle.
    Najgorzej moim zdaniem zarysowana jest postać Anny - gwiazdy kina. W zasadzie wiemy o niej niewiele. Jest uzależniona od narkotyków, alkoholu i sexu. To musi nam wystarczyć żeby uwierzyć, że jest wyjątkowa, nadwrażliwa. Trochę mało. Niewiele jest w książce na temat tego co myśli lub czuje. Jej historia opisana jest z humorem - to atut, ale postacie które ją otaczają - sztucznie wykreowane i przerysowane postacie innych aktorów oraz jej agentki oraz jej własne reakcje i myśli - opisywane z podobną przesadą sprawiają, że ja nie dopatrzyłam się w jej wnętrzu wyjątkowości. Jest gwiazdą kina - w tym sensie jest wyjątkowa, ale jej wnętrze...?
    Postać Hanny - narracja pierwszoosobowa - doskonała. Wchodzimy w jej świat widziany absolutnie subiektywnie i tylko z jej perspektywy. Hanna pod koniec książki zaczyna parać się psychoanalizą. Dzięki tak głębokiemu wglądowi w jej myśli czytelnik rozumie ideę psychoanalizy. Wraz z bohaterką docieramy do sedna problemów.
    Zaletą książki na pewno jest też to, że autor nie opowiada się za żadną konkretną ideologią. Anna z Brugii to nie pochwała chrześcijaństwa. To historia inaczej odczuwającej kobiety. Nie jest do końca pewne, czy to właśnie ona pojęła Boga w sposób właściwy. Nie to jest tu ważne. Ważne jest jej indywidualne odczuwanie. Postać Hanny, która wgłębia się we współczesną ideologię - psychoanalizę - podobnie. Pod koniec książki mamy także krytykę psychoanalizy, a właściwie jednej ze stosowanych przez nią metod - hipnozy. To również nie pozwala nam uwierzyć, że ta ideologia jest rozwiązaniem. Anny Lee początkowo wierzy w 'chemię' i sukces - dominujące obecnie w wierzeniach współczesnego człowieka. Sama je odrzuca jako nieprawdziwe. Dostajemy więc portrety trzech kobiet. Każda znalazła w mękach odnalazła swój sposób realizacji, ale żaden z nich nie jest pokazany jako lepszy od innego. Wartością jest więc poszukiwanie, samorealizacja, odnajdowanie własnego sensu w życiu - na przekór innym. To co odnajdziemy w wyniku poszukiwań nie musi być uniwersalnie prawdziwe. Będzie po prostu nasze.

    OdpowiedzUsuń
  24. Kocham twórczość Schmitt'a. Kocham jego styl. Kocham "Kobietę w lustrze". Ja równiez nie mogłam się od niej oderwać. :) Zapraszam na moją recenzję na dopiero co założonym blogu: http://olsonsbooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń